Reklama

„X” w reżyserii Ti Westa – recenzja nowego slashera od studia A24. Ambitny, transgresyjny horror

X Recenzja filmu
X Recenzja filmu Ti Westa / Foto Prime Movies: A24, Bron Studios, Mad Solar

29 kwietnia na ekranach polskich kin zadebiutuje art-house’owy slasher „X” w reżyserii Ti Westa. To ten sam facet, który przed laty dał nam horror „The Roost” – o ataku zombie i krwiożerczych nietoperzy – czy „Dom diabła”, o opiekunce do dzieci terroryzowanej przez nieznanego sprawcę. Choć West nie jest twórcą anonimowym, w Polsce nigdy nie przebił się do świadomości szerszej publiki. Być może uda mu się to za sprawą „X”. To najlepszy film od początku jego trwającej blisko dwie dekady kariery.

„X” to horror typu stalk n’ slash o lekko dekonstruktywnym charakterze. Rzecz dzieje się u schyłku lat siedemdziesiątych, a jedna z pierwszych scen przedstawia grupę młodych ludzi pędzących przed siebie w archaicznym vanie. Nie zabierają ze sobą autostopowicza, ale wiemy, że film będzie swego rodzaju hołdem dla „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”. Bohaterowie dojeżdżają do celu – to stara farma gdzieś na głębokiej prowincji amerykańskiego południa. Ekipa Wayne’a (Martin Henderson) przybyła tu, by uprawiać seks i łamać horrorowe reguły przetrwania.

Jednak postaciom przyświecają trochę inne cele niż ich kolegom z „Piątku, trzynastego” czy „Masakr” właśnie. Wayne jest producentem wykonawczym filmu pornograficznego „The Farmer’s Daughters”, w którym jurny młodzieniec odbierze niewinność tytułowym córom prostego rolnika. Zuchwały plan rodowitego mieszkańca Houston zakłada, że ekipa nakręci pieprzne sceny w szczerym polu. By oszczędzić na produkcji, mężczyzna za grosze wynajął dom gościnny od blisko stuletniego Howarda (Stephen Ure). Odważne poczynania filmowców nie spodobają się ani gospodarzowi, ani tym bardziej jego tajemniczej małżonce, Pearl.

X Recenzja filmu w reżyserii Ti Westa

Wayne całą nadzieję na sukces filmu pokłada w swojej dużo młodszej partnerce, Maxine (Mia Goth). Rudowłosą, piegowatą aktorkę wyróżnia charyzma Lindy Lovelace, a nawet podobny vibe (noszą podobne stroje i makijaż). Pearl z ukrycia obserwuje, jak powstają materiały do filmu, a jej szczególną uwagę przykuwa właśnie Maxine. Staruszka skrada się za dwudziestoparolatką, gdy ta oddaje się nagim kąpielom w jeziorze, a nawet odwiedza jej sypialnię nocą. Fascynuje ją młode ciało Maxine, oczami pożera dziewczynę, gdy spotykają się same. Jest nienasycona.

Filmowcy zaczynają ginąć, jeden po drugim. W feministycznym geście West najpierw urządza polowanie na mężczyzn, odwracając wyświechtany schemat. Mało tego – spośród panów najdłużej daje pożyć czarnoskóremu gwiazdorowi porno. Sceny z udziałem aktorów przeplata z ujęciami telewizyjnymi, gdzie kazanie prawi klecha z parciem na szkło. Jego wywody nie są przypadkowe – duchowny niczym grecki chór komentuje ekranowe wydarzenia lub zapowiada dalsze. Gra na najniższych instynktach, zgodnie z długą tradycją instytucji kościoła podjudza wiernych do rzucania w siebie kamieniami („uważajcie na zboczeńców, nigdy nie wiadomo, gdzie ich spotkacie”).

Kto jest w „X” zdegenerowanym „zboczeńcem”, a kto ofiarą? Nie będzie spoilerem, jeśli napiszę, że role katów przejmuje starszyzna. Wiąże się z tym pewien cięty dowcip, bo oto liberalni miastowi, pracujący w pornobiznesie, spotykają na swojej drodze parę emerytów o dużo bardziej perwersyjnych potrzebach. „Potrzeba” to słowo-klucz, do którego jeszcze wrócimy. Choć na ekranie ujada teleewangelista, morderstwa nie są popełniane w akcie purytańskiego odwetu; nie są karą wymierzoną w rozerotyzowanych młodych. Howardowi i Pearl przyświecają zupełnie inne motywacje.

X Recenzja nowego horroru od studia A24

„X” opowiada o starciu pokoleniowym, ale to slasher dużo bardziej transgresyjny, niż można zakładać. Można nawet dopatrywać się w nim znamion skrzywionej historii miłosnej. Pearl zabija, dokonując zbrodni z namiętności, a Howard przymyka oko na jej ekscesy, próbuje być wsparciem. Kobieta, pomimo wieku, wciąż jest rozsmakowana w cielesnych rozkoszach, ale od nikogo ich nie dostaje – bynajmniej nie ugodowo. Mąż odrzuca seksualne propozycje, skarżąc się na słabe serce (w istocie brzydzi się jej ciałem). Sfrustrowana Pearl sięga po przemoc, by doznać seksualnego ukojenia. Pierwszą ofiarę zabija fallicznym orężem – West sięga po metaforę noża jako narzędzia penetracji.

To intrygująca zabójczyni, a jej zbrodnicze motywacje nie są odtwórcze. Wizerunek postaci to ukłon dla nurtu hagsploitation oraz kina w stylu „Strait-Jacket” lub „Co się zdarzyło Baby Jane?”. Cały film jest jedną wielką, kinofilską fantazją. Gdy Lorraine (Jenna Ortega) pyta ukochanego – reżysera RJ-a (Owen Campbell) – czy sama może stanąć przed kamerą półnaga, ten odpowiada, że nie, bo nakręcono już połowę materiału. Dziewczyna zwraca uwagę, że w „Psychozie” główną bohaterkę przedstawiono dopiero w połowie filmu, ale RJ pozostaje nieugięty („kręcimy porno, nie horror”). Ten meta-cytat nie jest przypadkowy. „Psychoza” to przecież inny dreszczowiec o voyeuryzmie, gościnie z piekła rodem i staruszce obłąkanej na myśl o aktywnych seksualnie, młodych kobietach.

X Recenzja filmu

West podejmuje w „X” takie kwestie, jak strach przed starością, ból przemijania, odrzucenie i jego skutki. Opowiada o tęsknocie za tym, co odeszło, o zazdrości, wreszcie o niepohamowanych potrzebach, których tłumienie może przynieść opłakane rezultaty. Reżyser z jednej strony analizuje związek między seksem a śmiercią (które w slasherach często są splecione), a z drugiej – uszlachetnia swoich morderców. Okazuje się, że potwór też bywa człowiekiem, a jego działania bywają napędzane frustracją i poczuciem przegranej. Biorąc na tapet motyw starzenia się i protekcjonalności młodych, film daje nam wgląd w coś, z czym finalnie wszyscy będziemy musieli się zmierzyć. Jesień życia jako więzienie, z którego nie ma ucieczki; czas pogardliwych spojrzeń, niezrozumienia i przepastnego wyalienowania – czy jest coś straszniejszego? Każdy ruch i wydech Pearl budzi litość, a jej błagalne pretensje („powiedz, że jestem wyjątkowa”) łamią serce na pół.

Świetna jest nie tylko aktorka obsadzona w roli Pearl (castingu nie zdradzę), ale cała obsada. Ortega i Goth urastają na pełnoprawne królowe krzyku, a Brittany Snow czaruje w roli archetypicznej Southern belle. Spośród aktorek najbardziej intryguje Goth, której Maxine to dziewczyna po części zdeterminowana i dziarska, a po trosze niepewna siebie i swojej przyszłości. Gdy jest sama, często jak mantrę powtarza sobie: „blefuj”, „zrób, co trzeba, żeby się wybić”. Maxine jest gotowa na wiele, by tylko porzucić pracę w podrzędnym barze ze striptizem; chce zostać ikoną mody i symbolem seksu. Patrząc na Pearl, widzi wszystko, czego najbardziej obawia się w życiu. Najgorszą wersję siebie. Nie pomagają jej słowa samej Pearl: „kiedyś byłam taka, jak ty”.

Czytaj też: „Red Rocket” – recenzja znakomicie ocenionego komediodramatu. Simon Rex jako były gwiazdor porno

X Recenzja – slasher z Mią Goth i Jenną Ortegą

Henderson jest zawadiacki i ma w sobie magnetyzm godny McConaugheya. Właściwie wszyscy aktorzy wypadają przekonująco; wszystkich bohaterów wyróżniają intrygujące cechy charakteru, przez co widzom dobrze „przebywa się” w ich towarzystwie. Campbell jako RJ to poniekąd alter ego samego Westa. Chłopak chce, by jego teksański pornol inspirowany był francuską Nową Falą i mówi rzeczy w stylu: „eksperymentując przy montażu, ukryjemy niedostatki budżetowe filmu”. Filmu z gatunku elevated porno – ma się rozumieć. Jego pretensjonalne komentarze rozbawią widzów do łez.

„X” bywa dowcipny bez popadania w farsę, ale w pierwszej kolejności pozostaje krwawym horrorem. Scena zabójstwa przy psychodeliczno-rockowym kawałku „(Don’t Fear) The Reaper” przejdzie do historii gatunku za sprawą fantazyjnej oprawy wizualnej (na którą składają się sugestywne, samochodowe reflektory, nałożone na obraz, krwistoczerwone filtry oraz niekontrolowane erupcje juchy). Technicznie film jest pierwszoligowy; przypomina autentyczny seventisowy slasher za sprawą dbałości Westa o detale. Świetny jest wstęp, w którym reżyser eksperymentuje z formatem obrazu; świetny jest montaż prowadzony w „rytmie” staccato (ujęcia przecinają się w różnych scenach w awangardowy i chaotyczny sposób, wzmagając uczucie dezorientacji). Scena, w której młodzi bohaterowie śpiewają przy kominku o dojrzewaniu, a Pearl układa swoje schorowane ciało w pustym łóżku – niczym w trumnie – dostaje się głęboko pod skórę i długo tam zostaje. Jako twórca kina autorskiego West nadal pozostaje w formie. „X” opiera się na przemyślanym, skrupulatnym montażu oraz umiejętnie budowanym napięciu – tak jak „Dom diabła” sprzed trzynastu lat.

Lata siedemdziesiąte przedstawione zostają jako dekada przemian politycznych i społecznych w USA. West odwołuje się w „X” także do innych doświadczeń tego okresu (wojna wietnamska, rasizm, seksizm, rewolucja seksualna), ale najważniejszy dla scenariusza pozostaje temat starości. Odróżnia to film od setek innych slasherów z akcją na obozie letniskowym czy w college’owym kampusie. Nowy horror Ti Westa wyróżnia się za sprawą mocnego scenariusza, stylowej realizacji i nieoczywistej antybohaterki. Warto pochwalić też dobór filmowej final girl, która nie jest ani chodzącym stereotypem, ani odrysowaną od linijki kalką Laurie Strode. To proseksualna hedonistka, z bagażem doświadczeń, własnym systemem wartości oraz własnym pomysłem, jak przetrwać w świecie pełnym szaleńców i „degeneratów”.

9/10
Total Score
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Previous Article
Ski Weekend

Twórca "Piły" przygotuje zimowy thriller o nastolatkach walczących o przetrwanie w "górskim piekle"

Next Article
Serial Netflixa ze Schwarzeneggerem

Powstaje serial szpiegowski ze Schwarzeneggerem. Kto jeszcze w nim zagra?

Related Posts
Total
1
Share