Reklama

„Teksańska masakra piłą mechaniczną” (2022) – recenzja bez spoilerów. Pokolenie Z chce scancellować Leatherface’a

Teksańska masakra piłą mechaniczną 2022 Recenzja
Teksańska masakra piłą mechaniczną 2022 Recenzja filmu bez spoilerów / Foto Prime Movies: Yana Blajeva; Legendary, Netflix, Bad Hombre

W silniku piły łańcuchowej należącej do Leatherface’a wciąż znajduje się jeszcze trochę paliwa. Dowodzi tego wczorajsza premiera Netfliksa – najnowsza „Teksańska masakra piłą mechaniczną”. Rosły psychopata noszący maskę z ludzkiej skóry wiele lat temu dokonał tytułowej rzezi na grupce podróżujących hipisów. Teraz znów budzą się w nim zbrodnicze ciągoty – wszystko za sprawą pojawienia się w jego miasteczku czterech młodych idealistów.

Melony (Sarah Yarkin) i Dante (Jacob Latimore) są przedsiębiorczymi mieszkańcami San Francisco, którzy wyruszają do małego miasteczka Harlow w Teksasie. To dla nich podróż biznesowa – chłopak jest szefem kuchni i influencerem, który planuje postawić w skansenie kilka modnych knajpek. Jego dziewczyna Ruth (Nell Hudson) wymyśla sobie, że tym, czego potrzeba miastu-widmo… jest galeria sztuki. Młodzi panoszą się w Harlow, nie zważając na garstkę niedobitków, wciąż wiążących tu koniec z końcem.

Teksańska masakra piłą mechaniczną 2022 Recenzja filmu. Krwawa rozrywka w mocnym wydaniu

W upadłym ekonomicznie zakątku Teksasu mieszka między innymi pani Mc (Alice Krige) – dobijająca siedemdziesiątki kobiecina, którą Dante próbuje wypędzić z jej własnego domu. Staruszka prowadziła w przeszłości sierociniec i zapewnia, że zapodziała gdzieś akt własności budynku – który Dante chce przejąć. Zachowanie przybyszy bardzo nie podoba się ostatniemu wychowankowi Mc. Niepełnosprawny umysłowo „chłopiec” czuje, że intruzi próbują zawładnąć jego terytorium. Tak rodzi się chęć krwawego odwetu.

Podopieczny starowiny to, oczywiście, Leatherface, a zemstą ma być rozpłatanie natrętów przy użyciu tytułowego narzędzia skrawającego. Każdy pretekst, za sprawą którego teksański maniak ponownie dostaje szansę pomachać piłą w powietrzu, uważam za wystarczająco dobry. Tym razem Leatherface powraca do dawnych nawyków, by pomścić przybraną matkę (à la Jason w „Piątku, trzynastego”). Ich związek to wyraźne nawiązanie do „Psychozy” Hitchcocka. Kiedy kobieta ginie, morderca wpada w szał i ponownie chwyta za ulubione narzędzie zbrodni – właściwie tylko ona potrafiła odwieść go od zła i odwrócić uwagę od psychotycznych myśli.

W nowej „Teksańskiej masakrze…” poznajemy Leatherface’a pięćdziesiąt lat po wydarzeniach z monumentalnego horroru Tobiego Hoopera (1974). Film jest jego kontynuacją. Po tym, jak Sally Hardesty wykiwała zabójcę i uciekła z jego domu grozy, mężczyzna przepadł bez śladu. Okazuje się, że ściągnął skórzaną maskę i przez lata próbował żyć w ukryciu – w tym pomagała mu matkująca opiekunka. Przyjazd „świeżej krwi” do Harlow budzi w nim potwora. Scenariusz „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” przygotował Chris Thomas Devlin, bazując na pomyśle Fede Álvareza. Tego samego, który dekadę temu dał nam ultrakrwawy reboot „Martwego zła”.

Można więc nazwać Álvareza właściwą osobą na właściwym stanowisku. Nowa „Piła mechaniczna” jest slasherem sensu stricto, w którym czuć miłość twórców do tego podgatunku. Sekwencje krwawych porachunków są jednymi z najlepszych w całym filmie, a kolejni bohaterowie giną w okrutnych okolicznościach. Jednej z postaci Leatherface rozcina żuchwę tasakiem, a komuś innemu gruchocze piszczel – uderzając buciorem z całej siły. Jest prawdziwym monstrum, wyposzczonym i głodnym juchy. Przerywa interwencję policjanta, łamiąc mu rękę, a następnie dźgając go w kark przy użyciu roztrzaskanej w ten sposób kości. Scena masakry w neonowo oświetlonym, imprezowym autobusie jest tak absurdalna, barbarzyńska i pozytywnie przegięta, jak tylko można sobie to wyobrazić – z miejsca została osnuta przez nić kultu, a widzowie nie zapomną o niej długo po napisach końcowych. To moment, w którym Leatherface wpada w furię i nadrabia zaległości po wieloletniej przerwie w „pracy” – w kontakcie z piłą ginie ponad dwudziestu epizodystów. Wszystkie krwawe efekty specjalne wykonano praktyczną metodą, w duchu starych „Teksańskich masakr”. Pod względem gore’u i mięsa sequel jest dopięty na ostatni guzik.

Czytaj też: „Krzyk” (2022) – recenzja bez spoilerów. Najbrutalniejsza odsłona serii, mistrzowski scenariusz

Teksańska masakra piłą mechaniczną Recenzja bez spoilerów

Film, bardziej niż przerażający, okazuje się zwyczajnie zabawny, ale jedna ze scen umiejętnie szarpie nerwami. Samochód, którym podróżuje Ruth, zbacza z drogi i rozbija się na ziemi uprawnej, z dala od miasta. Dziewczyna wie, że na zewnątrz grasuje Leatherface i w pewnym momencie wygląda przez okno, by sprawdzić, czy nikt nie ostrzy sobie na nią piły. Nie będzie spoilerem, jeśli napiszę, że dochodzi do bezlitosnego zabójstwa. Rozgrywa się ono w absolutnej ciszy, w aurze wakacyjnej idylli – w miejscu, którego nikt nie posądziłby o to, że za chwilę stanie się milczącym świadkiem krwawej łaźni. Bardzo udany jest też chase scene w deszczu ulicami miasteczka; cały film może pochwalić się zwartym montażem i mocnym tempem akcji.

Teksańska masakra piłą mechaniczną 2022 Recenzja

Wyróżniają „Teksańską masakrę…” atrakcyjne kompozycje kadrów, przepalone zdjęcia i seventisowo ziarnisty obraz. Skwarnego lata nie poczujemy może tak, jak w przypadku oryginalnej „Masakry” Hoopera – pot bohaterów nie wylewa się z ekranu – ale to nadal przemyślany wizualnie projekt. Piękna jest scena, w której Leatherface przechadza się wśród spalonych przez upały słoneczników, a twarz okrywa mu maska z ludzkiej skóry, zupełnie spieczona od żaru lejącego się z nieba, zastygła w nieludzkim grymasie.

Cały film jest technicznie bardzo udany – nie tylko na poziomie zdjęć, ale też trafionego, metalicznego soundtracku. Twórcy postawili na kilka fajnych zabiegów operatorskich. Obserwujemy na przykład, jak jednego z bohaterów dopada Leatherface. Scenę przedstawiono z perspektywy „kowbojskich”, dwuskrzydłowych drzwi, takich jak te do saloonu – widzimy przebłyski akcji, gdy wierzeje chwieją się w powietrzu. Twórcy upodobali sobie również odbicia w lustrze czy wypolerowanych, kuchennych naczyniach – oczywiście zawsze pojawia się w nich skórzana twarz Leatherface’a.

Teksańska masakra piłą mechaniczną 2022 Recenzja nowego horroru Netfliksa

Nowa „Teksańska masakra piłą mechaniczną” to filmowy throwback, celebrujący minione dla horroru czasy oraz jedną z najbardziej rozpoznawalnych slasherowych serii. Oryginałowi Tobiego Hoopera wielokrotnie składany jest hołd: za sprawą easter eggów oraz obróbki technicznej. Na ścieżkę dźwiękową nałożono charakterystyczny efekt – odgłos otwieranej, skrzypiącej trumny. Czas trwania filmu, bez napisów końcowych, to 74 minuty, a w samym Harlow mają mieszkać 1974 osoby. Pierwszą „Masakrę” twórcy próbują uhonorować też w finale, w scenie, na którą składają się krzyki rozhisteryzowanej final girl, ucieczka bardzo powolnym samochodem oraz taniec Leatherface’a z piłą mechaniczną – tym razem zwycięski.

Nie zabrakło w filmie błędów. Całość powinna toczyć się na niesławnej farmie Sawyerów, a krótki powrót Sally Hardesty (Olwen Fouéré) i fakt, że przez lata nie potrafiła go namierzyć, praktycznie z nim sąsiadując, nie każdego do siebie przekonają. Rolę ciekawszą od tej Fouéré tworzy jednak Elsie Fisher, obsadzona jako siostra Melody, ofiara szkolnej strzelaniny z zespołem stresu pourazowego. Intryguje też Moe Dunford w roli białego mężczyzny rozmiłowanego w broni palnej – postać okaże się kimś zupełnie innym, niż można oczekiwać. Być może pomogłoby nowej „Teksańskiej masakrze…”, gdyby nazwano ją inaczej i darowano sobie śpiewkę o pierwszym prawdziwym sequelu „jedynki”. Gdyby zamiast celować w legacy sequel, twórcy próbowali wyodrębnić swój film na tle serii, na przykład nadając mu mniej dumny tytuł. Moja propozycja to „Leatherface kontra kapitaliści”. Jest w tym pewien potencjał komercyjny, prawda?

Ale żarty na bok. Netfliksowa „Teksańska masakra piłą mechaniczną” to solidny, bardzo rozrywkowy horror, który jednocześnie nie mógłby równać się z pierwowzorem Hoopera. Nie, bo w jego rękach powstał filmowy monument i ambitna alegoria konfliktu wietnamsko-amerykańskiego, a produkcja Netfliksa to po prostu smaczny popcorniak. Oryginał był opowieścią o tym, jak na początku lat 70. Amerykanie stali się nieomal obojętni na przemoc, a na pewno podporządkowali jej swoje życie. Film był efektywny, bo pomimo śladowej ilości krwi, przelanej na ekranie, budził autentyczny niepokój, dostawał się pod skórę. Współczesna „Teksańska masakra…” nie ma tej siły oddziaływania, ale jako gorefest sprawdza się bez zarzutów – i za to też należy jej przyklasnąć. Za to i za scenę w szczelnie zamkniętym autobusie-pułapce. „Spróbuj podskoczyć nam z tą piłą, a scancellujemy cię, bro”. Genialne.

7/10
Total Score
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Previous Article
Rzut życia Adam Sandler

Adam Sandler gwiazdą komedii o tematyce koszykarskiej. Zwiastun filmu "Rzut życia"

Next Article
Peacemaker biseksualny

Peacemaker jest biseksualny. James Gunn potwierdza, że był to pomysł Johna Ceny

Related Posts
Total
11
Share