Reklama

„Red Rocket” – recenzja znakomicie ocenionego komediodramatu. Simon Rex jako były gwiazdor porno

Red Rocket Recenzja
Red Rocket Recenzja komediodramatu z Simonem Rexem / Foto Prime Movies: A24, FilmNation Entertainment, Cre Film

Gdyby rok temu ktoś próbował przekonać mnie, że Simon Rex zagra główną rolę w świetnie ocenionym przez krytyków filmie, a publiczność na festiwalu w Cannes oklaskami nagrodzi jego kreację, prawdopodobnie padłbym ze śmiechu. Nie dlatego, że jestem dupkiem; raczej z powodu hipokryzji Hollywood. Rex to ten facet, który, zanim stał się sławny, kręcił sceny solowej masturbacji, by zarobić na utrzymanie – później ukazały się one straight-to-video, na składankach z gejowską pornografią. To jeden z powodów, dla których producenci postawili na aktorze krzyżyk. Do niedawna najbardziej znanymi pozycjami w jego dorobku były trzy odsłony „Strasznego filmu”.

Kilka miesięcy temu nazwisko Rexa wyniesione zostało na piedestał za sprawą „Red Rocket” – nowego komediodramatu w reżyserii Seana Bakera („Projekt Floryda”). Rex właściwie nigdy przed 2020 rokiem nie dostał szansy, by w pełni zaprezentować swoje talenty aktorskie (podobnie jak Pam Anderson, którą zniszczył skandal związany z sekstaśmą, a która ma do zaoferowania więcej, niż wskazuje na to jej filmografia – więcej jako artystka, aktywistka, inteligentna kobieta). Dzięki Bakerowi 47-letni dziś Rex odrodził się w oczach widzów.

Może nawet narodził, po raz pierwszy sypnął asem z rękawa. W niedawnym wywiadzie przyznał, że nigdy nie czuł się prawdziwym aktorem, a o hollywoodzkim comebacku nie chce słyszeć – bo jaki to „powrót”, skoro jako gwiazda ekranu nigdy dotąd nie pokazał, na co go stać? Dopiął swego dzięki współpracy z Bakerem. W „Red Rocket” stworzył sensacyjną kreację, obok której nie sposób przejść obojętnie.

Red Rocket Recenzja filmu – Simon Rex, jakiego nie znacie

Bohaterem „Red Rocket” jest Mikey Saber, który ma za sobą płodną karierę aktora pornograficznego. „Za sobą” to wyrażenie kluczowe – branża filmów dla dorosłych przeżuła go i wypluła; nagiego czterdziestolatka nikt nie puści już przed kamerę. Spłukany i pobity, ale wciąż dumny, Mikey wraca w rodzinne strony. Bajeruje porzuconą przed laty żonę i jej matkę, „zamieszkuje” na ich kanapie. Choć w portfelu wieje pustką, a łachy Mikeya nadają się bardziej do kosza na śmieci niż tego na pranie, ten przechwala się swoimi osiągnięciami.

Wynurzeń słuchają wszyscy: teściowa, była ukochana, zblazowany sąsiad robiący za szofera. Mikey emanuje charyzmą, dzięki której potrafi owinąć sobie wokół palca mnóstwo ludzi. Hollywoodzkie przechwałki i branżowe nagrody za sceny seksu oralnego okazują się jednak bezużyteczne, gdy mężczyzna próbuje znaleźć zatrudnienie w małej teksańskiej mieścinie. Znudzony prowincjonalnym rytmem dnia, Mikey trafia przypadkiem do lokalnej pączkarni, gdzie pracuje siedemnastoletnia Strawberry (Suzanna Son). Bezpruderyjna dziewczyna w typie Lolity chętnie flirtuje ze starszymi od siebie facetami i zna się na seksie jak żadna inna siedemnastka. Mikey wie jedno: Strawberry u jego boku to bilet powrotny do wielkiego świata pornografii.

Mikey Saber jest narcystycznym socjopatą, któremu zbyt wiele rzeczy uchodzi na sucho. A dzieje się tak, bo jest szczwanym lisem, który chłopięcy urok wykorzystuje do własnych, niecnych celów. Mężczyzna potrafi oczarować i naiwną licealistkę, i teściową, która w teorii go nie znosi. Swoim „ofiarom” najczęściej nie ma do zaoferowania zupełnie nic, a i tak potrafi je ogłupić. Do pewnego momentu wszystko układa się po jego myśli – nie zdradzę, do jakiego.

Czytaj też: „Teksańska masakra piłą mechaniczną” (2022) – recenzja bez spoilerów. Pokolenie Z chce scancellować Leatherface’a

Red Rocket Recenzja nowego komediodramatu Seana Bakera. Premiera 11 marca

Saber spędza dni, jeżdżąc bez celu po mieście na rowerze podkradzionym żonie, albo opowiadając o swoich podbojach każdemu, kto poświęci mu chwilę uwagi. Choć wrócił z Los Angeles z dwudziestoma dolcami przy duszy, na jego gębie maluje się megalomański uśmiech i wiara we własną zajebistość. Nie jest pozytywną postacią, ale roztacza wokół siebie pozytywną energię – widzów też do siebie przekonuje, nawet jeśli wiedzą oni, że intencje bohatera nie są czyste. Za tą zasłoną optymizmu i pewności siebie kryją się, oczywiście, obawy, kryją się wątpliwości i chęć lepszego życia. Mikey jest jednak zbyt zapatrzony w siebie i brakuje mu skłonności do głębszej refleksji – nie uczy się na porażkach i upokorzeniach, nie przyjmuje lekcji moralnych. Tu ujawnia się wielki talent Simona Rexa – w „Red Rocket” sprawia on, że zepsuty do szpiku facet jest i zabawny, i w pewien perwersyjny sposób sympatyczny; jest na tyle interesujący, że chcemy spędzić z nim dwie godziny życia. Nawet jeśli nie kibicujemy facetowi, który próbuje zwerbować nastolatkę do pracy w branży porno, Rexowi nie można odmówić magnetyzmu. Jego rola jest kształtna, wyważona, wieloznaczna i nieoczywista. Rex jest o tyle brawurowy jako Mikey, że do pewnego stopnia gra siebie – też wystąpił w filmach XXX, też oberwał po tyłku, pracując w Hollywood (niedawno powiedział: „branża filmowa złamała mi serce niejeden raz”). Jego występ w „Red Rocket” to taniec na polu minowym, ale Rex ani razu nie pozwala sobie na potknięcie. Nic dziwnego, że na początku marca wywalczył nagrodę Independent Spirit.

Red Rocket Recenzja

Świetna jest również Suzanna Son, grająca Strawberry – niewinna, a przy tym zalotna niczym Cybill Shepherd w „Ostatnim seansie filmowym”, z wyglądu przypominająca młodą Jodie Foster; świetni są właściwie wszyscy aktorzy drugoplanowi. Baker obsadził w „Red Rocket” przede wszystkim amatorów, którzy nigdy wcześniej nie wystąpili przed kamerą. W ten sposób udało mu się stworzyć poczucie realizmu bliskie kinu dokumentalnemu: słuchając dialogów z udziałem takich postaci jak Lil czy June, nigdy nie wiemy, gdzie zaczyna się fikcja, a kończy rzeczywistość.

Red Rocket Recenzja: szczere, naturalistyczne kino offowe

„Red Rocket” to film naturalistyczny, wiarygodny, dowcipny i przejmujący jednocześnie. To kino typu slice of life, filmowa scena z życia, reinterpretacja etosu o amerykańskim marzeniu. Baker ogrywa tu i komedię, i dramat, robiąc to w sposób znany tylko sobie. Intrygi czy zwodzenia Mikeya są na równi zabawne i tragiczne, podobnie działają na widza sceny z udziałem przemawiającego z ekranu telewizora Donalda Trumpa. Akcja filmu toczy się w 2016 roku, w czasie niesławnej kampanii prezydenckiej „polityka”, a Mikey – choć wyborcą Trumpa nie jest – okazuje się takim samym bullshitterem, jak on. Tytułu, „Red Rocket”, też nie dobrano przypadkowo – w slangu amerykańskim oznacza on… psi wzwód. Mikey to pies na baby, komplementy, słowa pustej afirmacji.

Film jest atrakcyjny wizualnie i sprawia wrażenie droższego, niż wskazuje na to jego budżet. „Mandarynkę”, jedno z poprzednich dzieł Bakera, umiejscowiono w neonowo odmalowanym Los Angeles. „Red Rocket” też opiera się na mocno przepalonej kolorystyce i ziarnistym obrazie; film nakręcono na 16-milimetrowej taśmie dzięki specjalistycznym obiektywom. Pracując na planie, Baker inspirował się dramatem kryminalnym „Sugarland Express” Stevena Spielberga z 1974 roku. Wiele scen kręcono właściwie nielegalnie, metodą guerrilla, bez zezwolenia władz miasta – w ten sposób powstał choćby ten kultowy moment, w którym Rex biegnie nago wzdłuż ulicy.

Sean Baker większość swoich filmów poświęcił marginesowi społecznemu. W każdym próbował wymazać pewien stygmat i ostracyzm, normalizując życie osób, których możemy nie rozumieć – lub których widzowie nie chcą zrozumieć. W tym samym kluczu powstawał też „Red Rocket”. To tragikomedia o małomiasteczkowej społeczności, która nie daje się wyrolować przybyszowi z metropolii – i wychodzi z kryzysu obronną ręką, polegając na sobie wzajemnie. Simon Rex jako antybohater, którego nie sposób znienawidzić, jest kapitalny w swojej roli, a w większości scen towarzyszy mu zaskakująco zgrany ansambl. Aktorska ekipa działa jak dobrze naoliwiona maszyna dzięki Bakerowi, który kolejny raz dowodzi, że jest jednym z najzdolniejszych amerykańskich reżyserów i scenarzystów. To w jego skrypcie tkwi siła „Red Rocket”. Bakerowi nie był potrzebny budżet liczony w dziesiątkach milionów. Wystarczyła rezolutna, płynąca prosto z serca historia.

9/10
Total Score
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Previous Article
Bridgertonowie Sezon 2 Zwiastun

Nowy zwiastun 2. sezonu "Bridgertonów". Anthony poszukuje narzeczonej, nad bohaterami wisi widmo skandalu

Next Article
Darth Vader w serialu Obi-Wan Kenobi

Darth Vader wyrasta z odmętów mroku: pierwsze spojrzenie na postać Christensena w serialu "Obi-Wan Kenobi"

Related Posts
Total
26
Share