Reklama

„They/Them” – recenzja horroru o tematyce LGBTQ+ z Kevinem Baconem

They/Them Recenzja
They/Them Recenzja nowego horroru z Kevinem Baconem / Foto: Peacock, Blumhouse

„They/Them” – recenzja nowego horroru o tematyce LGBTQ+, podejmującego tematykę terapii konwersyjnej. W obsadzie m.in. Kevin Bacon.

Wiecie, dlaczego „They/Them” miesza slasher z horrorem psychologicznym i elementami thrillera? Dlatego, że osoby LGBTQ+ na co dzień stawiają czoła więcej niż jednej odmianie przemocy i nienawiści. Dlatego, że potencjalnie czeka na nie więcej zagrożeń niż na osoby heteronormatywne. Czasem będzie to werbalna lub emocjonalna nagonka, albo atak fizyczny; kiedy indziej zorganizowana, systemowa przemoc lub próba „uleczenia” na przykład za pomocą przepływu ładunków elektrycznych. Reżyser John Logan, który sam jest gejem, gatunkowo rozdzielił więc swój film na odnogi, by wzmocnić poczucie opresji wiszące nad jego bohaterami. Nie zrobił tego, gubiąc się we własnych intencjach; to zabieg celowy. Po swojej niedawnej premierze na platformie Peacock horror zebrał w znacznej mierze negatywne recenzje, w których ubolewano, że gatunkowo i subgatunkowo jest on sprzeczny, niejasny, zbłąkany. A ja napiszę krótko: to wierutne bzdury.

„They/Them” sprawdza się na kilku poziomach: jako backwoods slasher w stylu „Piątku, trzynastego” czy „Ulicy Strachu: 1978”, jako udramatyczniony thriller z zacięciem typowym dla kina inicjacyjnego, wreszcie jako horror psychologiczny o praktykach stosowanych na obozach oferujących terapię konwersyjną. Horrorem w tym filmie jest fakt, że takie placówki dziś nadal funkcjonują i mają się dobrze. Z raportu Uniwersytetu Kalifornijskiego sprzed trzech lat wynika, że w samych Stanach aż 700 tys. osób LGBT padło ofiarą terapii reparatywnej na którymś etapie swego życia. Widmo „naprawiania” seksualności prądem wciąż wisi nad głowami zbyt wielu młodych, nieheteroseksualnych osób – o tym traktuje film Logana.

They/Them Recenzja filmu z Kevinem Baconem

Całość zaczyna się klasycznie. Kobieta łapie gumę na leśnej drodze, na jezdni odkrywa rozciągnięty drut kolczasty i po chwili wpada pod siekierę maniakowi. Nazajutrz do wspomnianego obozu nad jeziorem przybywa grupa kilkunastu nastolatków – w większości zostali tu wysłani przez okropnych rodziców, którzy nie potrafią zaakceptować dzieci takimi, jakie są. Kim (Anna Lore) to typowa dziewczyna z sąsiedztwa, która wierzy, że nie może pozwolić sobie na „inność”, bo nikt jej nie pokocha, a Veronika (Monique Kim) jest biseksualna i pełna nienawiści do siebie samej. Toby (Austin Crute) chce „odbębnić” „terapię”, bo wtedy rodzice pozwolą mu na podróż do Nowego Jorku, a Stu (Cooper Koch) to typ szkolnego gwiazdora sportowego i facet, który wierzy, że gej nie mógłby wstąpić do bractwa studenckiego.

Ekipie przewodzi jednak Jordan (Theo Germaine), którx jest niebinarną osobą trans i po wizycie u Owena Whistlera (Kevin Bacon) planuje legalnie uwłasnowolnić się od rodziców. Sam Whistler to typ wilka w owczej skórze; mężczyzna, który z uśmiechem zapewnia młodych o swoich dobrych intencjach i nazywa obozowisko bezpieczną przystanią, choć jest wyrachowanym manipulatorem. Objawia się to dość szybko w kontakcie z Alexandrą (Quei Tann). Nastoletnia transdziewczyna pada ofiarą misgenderingu i odebrane zostają jej leki służące terapii hormonalnej – wszystko to, bo dyrektor obozu chce jej „pomóc”.

Między Jordanem i Owenem pojawia się napięcie i swego rodzaju rywalizacja. Kierownik obozu informuje, że celem terapii jest odkrycie normatywnego stylu życia, który będzie sprzyjał młodym bohaterom, jak i otoczeniu. Gdy okazuje się, że Jordan jest silnx charakterem i ma zdolności przywódcze, Owenowi zaczyna towarzyszyć uczucie utraty kontroli.

They/Them Horror platformy Peacock z Kevinem Baconem – recenzja

Poza Owenem w placówce pracuje jeszcze grupa innych, równie demonicznych i bezwzględnych osób. Carrie Preston występuje w „They/Them” jako Cora – rzekoma doktor psychiatrii, która zamiast pomagać pacjentom, woli ich niszczyć. Najlepsza w całym filmie jest scena z jej udziałem – ta, gdy Jordan siada naprzeciw Cory w gabinecie. Dewastująca, świetnie zagrana i niepokojąca sekwencja dowodzi, że czasem homofobiczne jednostki maskują złe intencje i zgrywają „przyjaciół”, chcąc tak naprawdę krzywdzić osoby LGBTQ+. Słowa Cory mają potężny ładunek emocjonalny, a ich jedynym celem jest poniżenie drugiej strony, zrujnowanie jej wewnętrznie:

Czegokolwiek nie zrobisz, nigdy nie będzie to wystarczająco dobre. Nigdy nie będziesz prawdziwym mężczyzną, ani prawdziwą kobietą. Nie jesteś nawet odmieńcem – jesteś niczym. Próbujesz stać się wyjątkowa. Chcesz, by cię dostrzegli i pokochali. (…) To się nie uda. Osoba, którą się stałaś, jest zmyślona. Nikt cię nie pokocha, chyba że przyznasz, kim jesteś – przerażoną, samotną, brzydką lesbą.

„They/Them” to przede wszystkim film o prawdziwych potworach – nie zamaskowanych nożownikach, lecz ludziach, którzy stają się więźniami własnej, szkodliwej ideologii i odmawiają akceptacji jakiejkolwiek inności. Boją się tego, czego nie rozumieją lub nie znają i to ich należy się bać – bo bigoteria i homofobia mają potężną siłę rażenia. Czasem wiążą się nawet z własnym kryptogejostwem, co zobrazowano na przykładzie Zane’a (Boone Platt) – trenera prowadzącego zajęcia sportowe, który sam był kiedyś wychowankiem Owena. Jego terapia i przemiana w heteroseksualistę spaliła jednak na panewce: w jednej ze scen widzimy, jak mężczyzna przymierza się do seksu z dziewczyną, a leżąc na niej, przegląda na Instagramie profil Stu, w tym zdjęcia w ciasnej, pływackiej bieliźnie.

Sam Cooper Koch jako Stu wyróżnia się na tle obsady, bo jego bohater przechodzi na ekranie szczerą metamorfozę. Najpierw jest skonfliktowanym frat-boyem, który na gejowskim portalu randkowym napisałby pewnie zdawkowo: „masc4masc”, a w toku filmu nie tylko uczy się celebrować swoją orientację, ale też przeżywa gorące chwile z innych obozowiczem. W „They/Them” znalazły się dwie sceny seksu, które są dość obrazowe i wynikają ze slasherowej tradycji. Zgodnie z przyjętymi prawidłami gatunku pociągają też za sobą hiperboliczną przemoc – nie będę jednak pisał, w jakim kontekście, bo scena, którą mam na myśli, jest mocna, bolesna i ciężka do oglądania.

They/Them Recenzja – horror społeczny o koszmarze terapii konwersyjnej

Sceny zabójstw mogłyby okazać się ciut krwawsze, ale, kolokwialnie pisząc, robią robotę. Highlightem jest ta z udziałem Zane’a i towarzyszącej mu w łóżku Sarah (Hayley Griffith). To moment ewidentnie inspirowany kultowymi ustępami z „Piątku, trzynastego II” (1981) oraz „Krwawego obozu” (1971). Sceny, w których tajemniczy intruz w ukryciu czyha na kąpiące się obozowiczki, również przywodzą na myśl serię z Jasonem Voorheesem, podobnie zresztą jak samo miejsce akcji – pachnące sosną przestrzenie, drewniane domki kempingowe i majestatyczne jezioro z nieodłącznym pomostem. Typowo slasherowa bywa narracja, zwłaszcza gdy Logan wprowadza fałszywe tropy fabularne (patrz: postać obozowego złotej rączki). Wiele postaci skrywa pewne tajemnice; natomiast Owen otwarcie przyznaje, że szuka wśród chłopców zdolnego strzelca, kogoś z „instynktem zabójcy”. Pytanie tylko: dlaczego?

Niektóre postacie otrzymują emocjonalnie bogate wątki, a aktorzy – wszyscy, bez wyjątku – świetnie odnajdują się przed kamerą, sprawiają, że przejmujemy się losami bohaterów, nawet jeśli nie każda z ich historii wybrzmiewa dostatecznie głośno. Istotnym i godnym pochwały zabiegiem jest obsadzenie queerowych aktorów w rolach gejowskich, lesbijskich, trans- czy biseksualnych. Nie zdarza się to zawsze lub szczególnie często, więc decyzja dyrektorów castingu zasługuje na aplauz. Z kolei Loganowi – który jest też scenarzystą – można przyklasnąć za to, że na etapie opracowania fabuły odrzucił motyw „transpłciowego potwora”. W przeszłości niefortunny stereotyp „ubarwił” chociażby „W przebraniu mordercy” De Palmy czy pierwszą odsłonę serii „Sleepaway Camp”. Logan rezygnuje też z wątku bezradnej, transpłciowej ofiary, biernie czekającej na śmierć z rąk zabójcy – w filmie osoby trans walczą o życie swoje i innych, robiąc to – tu cytat – „w szpilkach”.

Najsłabszym aspektem filmu z pewnością będzie moment musicalowy, gdy bohaterowie – wszyscy, bez wyjątku – śpiewają piosenkę Pink, „Fuckin’ Perfect”. Tak, ten hymn czterdziestolatek sprzed ponad dekady, którego fanem ewidentnie jest sam reżyser, a którego absolutnie nie znałby na pamięć żaden z dzisiejszych licealistów. Jeśli machniemy jednak ręką na tę scenę (notabene budzącą skojarzenia z serialem „Glee” Ryana Murphy’ego), dostaniemy naprawdę solidną, zharmonizowaną całość. Film, jako jeden z pierwszych mainstreamowych horrorów gejowskich, nie wywoła może uczucia katharsis, ale udał się Loganowi dużo bardziej, niż wskazują oceny na Rotten Tomatoes. To po pierwsze niezły slasher, a po drugie – co najważniejsze – mocny horror o opłakanych skutkach terapii konwersyjnej, o prawie do kochania i cielesnej autonomii oraz o tym, jak osoby LGBTQ+ są stale narażone na odebranie im tego prawa.

7/10
Total Score
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Previous Article
Hysteria!

"Hysteria!" - nowy serial platformy Peacock o tematyce satanistycznej

Next Article
Nieznajomi 3

Renny Harlin wyreżyseruje aż trzy sequele "Nieznajomych"?

Related Posts
Total
6
Share