Reklama

„Master” – recenzja horroru na Prime Video. Regina Hall kontra rasizm instytucjonalny

Master Recenzja
Master Recenzja nowego horroru Prime Video z Reginą Hall w roli głównej / Foto Prime Movies: Amazon Studios, Animal Kingdom, Big Indie Pictures

Nowa Anglia. Gail Bishop (Regina Hall) zostaje opiekunką domu studenckiego, w którym zamieszkuje Jasmine (Zoe Renee), właśnie rozpoczynająca naukę w college’u. Obie są czarnoskóre i doświadczają niepokojących, paranormalnych zajść na terenie kampusu uniwersyteckiego, gdzie otaczają je osoby tylko pozorujące swoje liberalne ideały. W istocie biała społeczność Ancaster College wyklucza Jasmine z życia rówieśniczego, a Gail traktuje protekcjonalnie, z pobłażliwą przychylnością. Uczelnię zbudowano w miejscu, gdzie przed wieloma laty zabito czarną dziewczynę, podejrzewaną o spiskowanie z diabłem. Co takiego straszy związane ze szkołą bohaterki: duchy czy może widmo dyskryminacji i nierówności społecznych?

W filmie „Master” reżyserowanym przez Mariamę Diallo (nowości na platformie Prime Video) rasizm okazuje się upiorem o ludzkiej twarzy. Dyskryminacja rasowa przybiera metaforyczną formę – jest duchem, którego nie da się wypędzić lub wyegzorcyzmować; podobnie jak nie jest możliwym całkowite wyeliminowanie homofobii, seksizmu, ksenofobii z przestrzeni publicznej. Z ust Gail pada nawet zdanie: „to się nigdy nie skończy”, w odniesieniu do uciskania mniejszości przez większość. Nie, bo macki rasizmu są zbyt szeroko rozpostarte, a przyzwolenie na nienawiść wobec grup mniejszościowych bywa powszechne. Nawet w świecie szkolnictwa wyższego, na prestiżowych uczelniach.

Tak oto Jasmine doświadcza stopniowej degradacji ze strony rówieśników, poniżana jednocześnie przez pracowników kampusu. Film łączy w sobie elementy horroru z komentarzem społecznym. Koledzy z roku traktują Jasmine jak kogoś w najlepszym przypadku innego, a w najgorszym – zupełnie obcego, co powoduje, że dziewczynie towarzyszy poczucie alienacji. Z obawy przed odrzuceniem nieśmiała studentka próbuje podporządkować się „normom” środowiskowym: rozprostowuje więc naturalnie zakręcone włosy, przyzwala na zaczepne, w gruncie rzeczy niepoprawne dowcipy na swój temat. Niestety, nie udaje jej się zostać częścią grupy; zawsze stoi na jej obrzeżach. Świetna jest scena imprezy, podczas której biali studenci otaczają tańczącą Jasmine i wykrzykują w jej stronę niesławne słowo na „n”, rapując do lecącego w tle kawałka. Sytuacja szybko wymyka się spod kontroli, a ekipę rozpiera motywowana chęcią zabawy agresja.

Master Recenzja nowego horroru na Amazon Prime Video

Mikroagresji, która wraz z postępem filmu urasta do skali makro, poddana zostaje też starsza i silniejsza psychicznie Gail. Świeżo wybrana na wyższe stanowisko, bohaterka słyszy z ust białego kolegi po fachu: „to co, teraz możemy zwracać się do ciebie «Barack»?” Gail zachowuje zimną krew i pełen profesjonalizm, bo nauczyła się grać według zasad – jakkolwiek uwłaczające by nie były. Utrzymując kamienną twarz i nie dając ponieść się emocjom, osiągnęła sukces, jakiego można jej pozazdrościć (sama przytacza, że w college’u była jedną z trzech czarnych studentek na roku). Targana jest jednak uczuciami złości i frustracji, które w finałowej scenie Regina Hall przekuwa w absolutne złoto. Gail na własnej skórze poznaje palące oblicze akademickich nadużyć; odkrywa sieć przywilejów, z których sama nie może korzystać. Dramatyczne zdarzenie z końca filmu sprawi, że bohaterka postawi pod znakiem zapytania wszystko, w co wierzyła i co miało dla niej sens.

Jeśli to, co piszę, brzmi mętnie, to dlatego, że tak miało być. Scenariusz filmu jest bystrze niedopowiedziany: pozwala widzom zbierać kolejne wskazówki jak okruchy chleba na krętej ścieżce, kieruje w ich stronę aluzje, mnożąc narracyjne niewiadome. Finalnie znajdą one swoje rozwiązanie, przynajmniej w większości. Wątek wykładającej literaturę angielską Liv Beckman niektórym może wydać się zbyt ambiwalentny, a nawet niezrozumiały. Takich scenariuszowych wpadek nie uświadczycie jednak wiele, a przekaz „Mastera” jest w znacznej mierze jasny: to horror o duchach niezgody nawiedzających Amerykę, o potrzebie przynależności i akceptacji.

Czytaj też: „Red Rocket” – recenzja znakomicie ocenionego komediodramatu. Simon Rex jako były gwiazdor porno

Master Recenzja filmu z Reginą Hall. Tytuł alternatywny: Zmora

Technicznie film wykonano z klasą, dbając o szyk i głębię obrazu, a także oświetlając miejsce akcji kolorami surrealizmu. Alarmujące czerwienie podkreślają, że bohaterki stale znajdują się w szponach zagrożenia. Na uczelnianych korytarzach ot tak gasną światła, a w bibliotece panuje grobowa atmosfera. Z oddali obserwują Jasmine zakapturzone postacie o sekciarskim wyglądzie, nocą pod oknami akademika staje płonący krzyż. Prawie każdy kadr budzi podskórny niepokój, a aura filmu porównywalna jest do tej ze „Zła we mnie” Perkinsa. Wszystkie elementy mise-en-scène – wnętrza, rekwizyty, kompozycje zdjęć – prezentują się spójnie i atrakcyjnie.

„Master”, jak „Candyman” w ubiegłym roku, sprawia, że trudny, często zamiatany pod dywan temat staje się przystępniejszy do omówienia. Film jest nihilistyczny, ale prawdziwy, stanowi interesującą analizę społeczną. Jego przekaz jest sensowny, konkluzje są trafne, punkt wyjścia dla horroru dla wielu okaże się nader osobisty i zrozumiały. Reżyserkę za kamerą inspirowały wprawdzie metaforyzm i abstrakcja twórczości Charlesa Burnetta oraz psychologiczne bogactwo „Godziny wilka” (sama przyznała to w wywiadzie), ale film jest dużo bardziej uniwersalny, niż może się zdawać. To z jednej strony kino grozy, a z drugiej ostry jak brzytwa dramat o rasizmie instytucjonalnym – to, że instytucje w subtelny, zawoalowany sposób prowadzą grę uprzedzeń i dyskryminacji w obszarze swego działania, nie oznacza wcale, że problemu nie ma. Jest on skryty za zasłoną fałszu i pozorowanej liberalności. Już sam tytuł daje do myślenia. „Master” to nie tylko miano, którym posługują się pracownicy uniwersyteccy (często biali mężczyźni). Per master do swoich „właścicieli” zwracali się też niewolnicy za czasów wojny secesyjnej. Jak dobrze wiemy – i czego dowiódł niedawny „Antebellum” – są ludzie, którym marzy się powrót do tych czasów oraz do dawnego ładu.

7/10
Total Score
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Previous Article
Memory Zwiastun

Liam Neeson w zwiastunie nowego thrillera Martina Campbella - twórcy filmów o Bondzie

Next Article
Wednesday Christina Ricci

Christina Ricci otrzymała rolę w serialu Netfliksa o Wednesday Addams

Related Posts
Total
1
Share