Reklama

„Watcher” – recenzja voyeurystycznego thrillera z Maiką Monroe i akcją osadzoną w Bukareszcie

Watcher Recenzja
Watcher Recenzja filmu z Maiką Monroe / Foto: IFC, Imagenation, Lost City

Chloe Okuno powraca w dobrej formie. W ubiegłym roku 34-letnia Kalifornijka zachwyciła widzów swoim horrorem „V/H/S/94” – a właściwie zawartym w nim segmentem pt. „Storm Drain”. Zdaniem wielu był on najlepszym ustępem tej antologii. Okuno szybko daje o sobie znać ponownie – właśnie ukazał się jej nowy, pełnometrażowy projekt „Watcher”, oscylujący na granicy kina grozy i thrillera. W roli głównej obsadzono zjawiskową Maikę Monroe, która na swoim koncie ma już role w licznych filmach gatunkowych (m.in. „Gość”, „Złoczyńcy”, „Greta”).

Monroe występuje w filmie jako Julia – niedoszła aktorka pochodząca ze Stanów Zjednoczonych, która przybywa do Rumunii w towarzystwie ukochanego Francisa (Karl Glusman). Chłopak otrzymał awans i z nowojorskiego biura przeniesiono go prosto do Bukaresztu (mocno zastanawia, jaka branża postanowiła tak „wynagrodzić” pracownika). Francis biegle porozumiewa się po rumuńsku, bo pochodzi stąd jego matka. Tymczasem Julia, choć uczy się podstawowych zwrotów przy pomocy audiokursu, nie jest w stanie załapać języka i ma problem z komunikacją w zupełnie obcym kraju.

W niczym nie pomaga postawa Francisa. Podczas kolacji z udziałem zaproszonego kolegi i jego partnerki widzimy, jak Julia biernie przysłuchuje się obcobrzmiącym rozmowom – partner ani myśli włączyć ją do pogawędki. Towarzystwo bez problemu porozumiewa się w języku angielskim, ale traktuje Julię jak powietrze.

Pewnej nocy dziewczyna zaczyna czuć na sobie wzrok. Stojąc przy oknie wieczorową porą, dostrzega, że z naprzeciwka przygląda jej się tajemniczy nieznajomy. Za przyciemnioną szybą odznaczają się mrożące krew w żyłach kontury, nagle wprawione w ruch – obserwator w pewnej chwili zaczyna machać do Julii. Widzi ją, chce, by o tym wiedziała; nazajutrz zaczyna ją śledzić. W rumuńskiej stolicy dochodzi do brutalnych zabójstw młodych kobiet. Czy nieuchwytny morderca o pseudonimie „Pająk” upatrzył sobie Julię na kolejną ofiarę?

Watcher Recenzja dreszczowca z Maiką Monroe w roli głównej

Chloe Okuno nie próbuje za sprawą swojego filmu przedefiniować thrillera o paranoi i obserwatorstwie (takiego w stylu „Niepokoju” czy „Świadka mimo woli”). Nie robi tego, ale z zadania nadal wychodzi obronną ręką – choć „Watcher” nie jest szczególnie oryginalny, reżyserka ma z czym i z kim pracować; na kanwie prostego scenariusza tworzy ekscytujący dreszczowiec i opowiada wciągającą historię. Wielce pomagają jej w tym obdarzeni zmysłem aktorskiego wyczucia odtwórcy, zwłaszcza wspomniana Monroe. Dwudziestodziewięciolatka z gracją i fantazją uosabia wszystkie emocje, jakie kotłują się w rozczarowanej nową rzeczywistością Julii. W wyobcowanej Julii, Julii przerażonej, zdanej na siebie, zdradzonej przez partnera zanadto pochłoniętego życiem zawodowym. Monroe po cichu daje nam wgląd w uczucia swojej bohaterki, zaprasza nas do jej małego, klaustrofobicznego świata. Pozwala też Julii „wybuchnąć”, gdy przychodzi odpowiedni moment – można za taki uznać scenę oficjalnego przyjęcia, organizowanego przez firmę Francisa.

To ciekawe i trochę autoironiczne, że rolę główną powierzono w filmie właśnie Monroe – zaledwie kilka lat temu widzieliśmy ją przecież w świetnym „It Follows” Davida Roberta Mitchella, gdzie również była na każdym kroku prześladowana przez mroczną siłę. „Watcher” zwraca uwagę za sprawą wątku wyalienowania Julii. Wątek, choć sam w sobie przerabiany był w wielu podobnych scenariuszowo thrillerach, wybrzmiewa tu zupełnie inaczej, niż mógłby w stricte „amerykańskim” dreszczowcu. Obserwujemy Julię w mieście utkanym z obcości i oderwania, widzimy, jak zatraca się w samotności. Przejmujemy rolę tytułowego „Watchera”, gdy ten daje dziewczynie odrobinę wytchnienia. Film dużo zyskuje dzięki swojemu miejscu akcji, które w każdej odsłonie jest chłodne, nieprzyjazne, „nieswoje”. Wystrój mieszkania Julii, korytarze starej kamienicy, ulice Bukaresztu – wszystko to ma wywołać uczucie zmieszania, wyłączenia i znów – obcości. Okna w wynajętym apartamencie są więc przesadnie panoramiczne, ściany są zbyt wysokie, a ludzie na klatce schodowej – podejrzani. Wątek prób dostosowania się do nowej rzeczywistości i bycia zagubionym w zagranicznym mieście przywodzi na myśl „Między słowami” oraz „The Grudge – Klątwę”. Ciekawym zabiegiem jest celowe nietłumaczenie rumuńskojęzycznych zwrotów: planszy z napisami nie ma, dzięki czemu widz zaczyna rozumieć izolację bohaterki.

Okuno szybko określa swoje priorytety. Już w pierwszej scenie widzimy Julię, która po przylocie do Rumunii wsiada do taksówki – jej kierowca zdaje się mówić tylko w ojczystym języku. Pudło: choć zna angielski, z własnego wyboru postanawia uciąć sobie pogawędkę z Francisem i wykluczyć z niej dziewczynę. To zapowiedź późniejszych nieprzyjemności. Wydarzenia przedstawione w filmie ukazano między innymi z punktu widzenia partnerów pędzących ku zagładzie związku. Nie tylko. Julię źle traktują nie tylko jej własny chłopak i „Obserwator”, ale także: lekceważący policjanci, współpracownicy Francisa, kolega twierdzący, że domniemany szaleniec po prostu „zadurzył się” w ładnej sąsiadce. Kliszą samą w sobie byłoby przypisanie wszystkim mężczyznom cech negatywnych tylko ze względu na płeć. Jednak w filmie Okuno każdy facet zasłużył sobie na etykietę drania, ignoranta – wybierajcie do woli. „Watcher” to thriller o tym, że zawsze powinniśmy słuchać kobiet, gdy czują się zagrożone; zawsze powinniśmy traktować poważnie ich obawy, lęki, stany dyskomfortu. Okuno wierzy, że głos kobiet jest tłumiony przez męską obojętność i znieczulicę. Kobiety nie mogą pozwolić sobie w takiej chwili na impas – niech dowodem tej tezy będzie finałowa scena z „Watchera”.

Watcher Recenzja

Watcher Recenzja voyeurystycznego thrillera w reżyserii Chloe Okuno

Cały film zbudowany został na hitchcockowskich podwalinach, może zostać on nazwany duchowym spadkobiercą „Okna na podwórze”. Główną bohaterką, jak u mistrza suspensu, jest więc atrakcyjna blondynka w opałach, całość ma slow-burnowy, pełen napięcia wydźwięk. Okuno, w swoich inspiracjach artystycznych, cofa się do lat sześćdziesiątych i czerpie z klasycznych, tętniących od gorączkowych emocji thrillerów, jak np. „Szarada” z Carym Grantem. Opowiada o gaslightingu, bierze na tapet skopofilię – całość to mokry sen voyeurysty. Pojawia się w tym pewien paradoks, bo w pewnym momencie zacierają się granice, kto kogo obserwuje – czy tajemniczy sąsiad Julię, czy na odwrót. Mężczyźni z otoczenia bohaterki chcieliby wierzyć, że to ona „napastuje” domniemanego prześladowcę.

Czytaj też: TOP 10 – najlepsze filmy z wątkiem voyeuryzmu i oglądactwa

Mniej zdolna reżyserka zepsułaby ten film, uczyniłaby z „Watchera” derywat lepszych thrillerów o podobnej tematyce. Okuno wykazuje jednak dużo reżyserskiego taktu, dużo zaskakującej powściągliwości i empatii. Unika taniej przemocy, stawia na bogaty suspens – jak jej idol, Alfred Hitchcock. To jej pełnometrażowy debiut, więc chwilami popełnia drobne błędy (powiedzmy, że wprowadzona do skryptu strzelba Czechowa – choć siłę uderzenia ma niezłą – niektórym wyda się oczywistym kierunkiem narracyjnym). Nie ma jednak w reżyserii Okuno nic amatorskiego, nic nie wskazuje, że to pierwszy i ostatni dobry film w jej dorobku.

„Watcher” to film jednocześnie o byciu chwilowo zauważonym i niedostrzeganym na co dzień, w trybie ciągłym – przez tych, którzy są w życiu najważniejsi. Tragedia bohaterki polega na tym, że zauważa ją – tak naprawdę, z całym bagażem jej trudnych do zrozumienia emocji – tylko seryjny morderca.

8/10
Total Score
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Previous Article
Wrobiony Piotr Adamczyk

Piotr Adamczyk zagrał w dreszczowcu "Wrobiony". Znamy datę premiery w kinach

Next Article
Madame Web Emma Roberts

Emma Roberts u boku Dakoty Johnson w nowym filmie Marvel Studios

Related Posts
Total
3
Share