„Halloween zabija” – recenzja. Piękna oda do slashera, horror o amerykańskich lękach

Halloween zabija recenzja
Halloween zabija Recenzja filmu / Foto AZN: Universal, Miramax, Blumhouse, Trancas International

Michael Myers to dziś jedna z największych ikon horroru i jeden z najbardziej zapracowanych siepaczy dużego ekranu – w przyszłym roku liczba filmów z jego udziałem dobije szczęśliwej trzynastki. Zamaskowany morderca z nieodłącznym nożem kuchennym w dłoni ma nadludzką krzepę, ale myśli jak zwierzę, targają nim prymitywne instynkty.

Jest bezduszny, pozbawiony miłosiernych odruchów. Im więcej ofiar skona u jego stóp, tym potężniejszy i co za tym idzie bardziej niepohamowany się staje. O tym właśnie opowiada film „Halloween zabija” – o nierównej walce z siłą natury.

Halloween zabija Recenzja bez spoilerów

Na początku adnotacja: Myers już teraz zdołał wyciąć sobie drogę do następnego filmu z serii. „Halloween zabija” to druga część trylogii, którą trzy lata temu zainicjował David Gordon Green. W pierwszej odsłonie opowiedziano o pokonywaniu traumy i walce o swoje, a odsłona przyszłoroczna – „Halloween Ends” – będzie ostatnim rozdziałem eposu o Laurie Strode i Michaelu Myersie. Segment środkowy to przede wszystkim historia Haddonfield – fikcyjnego, złudnie idyllicznego miasteczka w stanie Illinois – oraz jego mieszkańców.

Halloween zabija recenzja
Halloween zabija Recenzja filmu. Na zdj. Jamie Lee Curtis / Foto AZN: Universal, Miramax, Blumhouse, Trancas International

W Haddonfield urodziła i wychowała się Laurie (Jamie Lee Curtis) – niedoszła ofiara Myersa, która po walce z mordercą doznała stresu pourazowego. W ostatnim „Halloween” z 2018 roku doświadczyliśmy niezwykłej przemiany: z lękliwej, straumatyzowanej final girl Laurie przeobraziła się w bad assa z dubeltówą przy ramieniu. Pod koniec filmu wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że bohaterka dopięła swego – Michael znalazł się w pułapce bez wyjścia, gdzie został stracony. Podstawowa zasada kina stalk n’ slash pozostaje jednak niezmienna: nigdy nie mów nigdy; potencjalnie uśmiercony zabójca zawsze może zerwać się na równe nogi.

Tak też się stało – w pierwszej scenie „Halloween zabija” Michael sprytnie wydostaje się z płonącej pułapki, w której umieściła go Laurie. Nieświadomie pomagają mu w tym dzielni strażacy, którzy zostają spektakularnie wytrzebieni. Twórcy filmu już od początkowych minut jasno określają swoje priorytety. Nowe „Halloween” to brutalny gorefest i piękna oda do slashera – nostalgiczna, mocno skąpana w czerwonej farbie i, owszem, chwilami niedorzeczna. Pełna vintage’owego vibe’u. Ulice Haddonfield spływają krwią jak jeszcze nigdy dotąd, a Michael niewiele różni się tym razem od Jasona Voorheesa – trudno o lepszy komplement. W nowym filmie Greena jest dziki, niepowstrzymany i zupełnie beznamiętny. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Michael Myers przeraża w odsłonie „Halloween Kills” – to jego najbardziej sadystyczne wcielenie, odkąd ukazały się rebooty Roba Zombiego.

Halloween zabija Recenzja nowego horroru Blumhouse’a

Zabójstwa w filmie są bardzo w stylu Zombiego. Celebracyjne i niespieszne, jeżą włos na głowie, a twórcy nigdy nie odwracają się kamerą od aktów barbarzyństwa. Film dużo na tym zyskuje – jest drapieżniejszy i agresywniejszy niż poprzednia odsłona serii, czuć w nim posmak anarchii. Po olbrzymim sukcesie kasowym „Halloween” z 2018 roku Blumhouse wcale nie „złagodził” Myersa dla niedzielnych kinomanów. W latach osiemdziesiątych nowy film Greena otrzymałby od organizacji MPAA najcięższą kategorię wiekową – „X”.

Halloween zabija recenzja
Halloween zabija Recenzja filmu / Foto AZN: Universal, Miramax, Blumhouse, Trancas International

Przemoc w „Halloween zabija” jest naprawdę hardcorowa, a Michael, mordując swoje ofiary, korzysta z wszystkich narzędzi, jakie trafią pod jego rękę. Czasem będzie to łom strażacki lub siekiera, kiedy indziej… pilarka tarczowa, albo potłuczona lampa ledowa. W „Halloween” sprzed trzech lat cięcia montażowe odwracały uwagę od niektórych zabójstw (przykład: scena z Virginią Gardner). Kontynuacja wszystkie okropności pokazuje na otwartej dłoni. Uśmiercenia kolejnych postaci są kreatywne, superkrwawe i ciężkie do przełknięcia. Wielu bohaterów drugoplanowych lub epizodycznych naprawdę da się polubić – dzięki zabawnym dialogom czy charyzmie aktorów. Zabójstwo starszej pary, mieszkającej nieopodal Laurie, ogląda się wyjątkowo ciężko – Michael każe jednej z postaci oglądać, jak jej ukochany jest dźgany wszystkimi nożami dostępnymi w kuchni. Do góry nogami przewrócono tu pewne wyobrażenie, że uroczy dziadkowie zawsze przeżyją film grozy i dotrwają do napisów końcowych. Świetnie wyreżyserowano też scenę masakry na placu zabaw oraz pościg Michaela za dorosłą już Lindsey Wallace (Kyle Richards).

Halloween zabija Premiera polska już 22 października

Lindsey to jedna z wielu postaci, które znane są z oryginalnego „Halloween” (1978), a u Greena wracają, by wspólnymi siłami zwalczyć Myersa. Pojawia się w filmie ciekawy ansambl aktorów i bohaterów; w intrygujący sposób pokazano, jak zbrodnicza działalność Myersa odcisnęła piętno na całej społeczności Haddonfield. Jak jego krwawa spuścizna prześladuje i uwiera mieszkańców każdego dnia. Richards, znana z udziału w „Żonach Beverly Hills”, wypada w roli małomiasteczkowej kobiety po przejściach dużo lepiej, niż po niej oczekiwano. Uwagę zwraca też Judy Greer, ponownie w roli Karen Strode. Postać przeszła znaczący rozwój wewnętrzny; nie jest już nieznośną egoistką i zapłakaną ofiarą, jak w poprzednim „Halloween”. Curtis ponownie kradnie wszystkie sceny, w których występuje (nawet, jeśli jest ich mniej), a ciekawostką okazuje się obsadzenie Boba Odenkirka w roli cameo. Sami wyłapcie, o jakim epizodzie mowa – podpowiem tylko, że telewizyjny Saul Goodman pojawia się w „Halloween Kills” jako swój imiennik. Obsadowym faux pas jest za to występ Nancy Stephens, czyli asystentki doktora Loomisa – Marion Chambers. To dobrze, że twórcy zaprosili 72-letnią aktorkę do współpracy. Szkoda tylko, że Marion ginie z rąk Michaela dwie sceny po tym, jak przywrócono ją do halloweenowego uniwersum.

Halloween zabija recenzja
Halloween zabija Recenzja filmu / Foto AZN: Universal, Miramax, Blumhouse, Trancas International

Pojawienie się tak wielu znanych postaci nie jest przypadkowe. „Halloween zabija” to nie tylko krwawy slasher, ale też film o traumie pokoleniowej. Po raz pierwszy w historii serii akcent postawiono nie tylko na Laurie, ale też mieszkańcach Haddonfield, na całej grupie społecznej. Michael Myers od zawsze żerował na ludziach słabszych i bezbronnych, na tych, którzy w pojedynkę zapuszczali się tam, gdzie nie powinni. Dlatego też w „Halloween zabija” lokalni rezydenci postanawiają działać wspólnie i zmawiają się przeciw mordercy – całkiem dosłownie urządzają na niego polowanie. Szturmują miejsca, w których rzekomo kryje się Michael, biorąc sprawiedliwość w swoje ręce, a to nigdy nie kończy się dobrze – wystarczy wspomnieć wydarzenia, jakie rozegrały się 6 stycznia w Waszyngtonie. Mieszkańcy Haddonfield wierzą, że walczą ze złem, ale ich działania przynoszą tragiczne skutki – doprowadzają do samobójstwa chorego umysłowo mężczyznę, wywołują uliczne zamieszki. Michael to więc potwór Frankensteina, a jego przeciwników porównać można tylko do wioskowych głupców, którzy toczą pianę z ust i z widłami w rękach podążają za jednym, przywódczym wrzaskiem.

Sceny „uliczne” są świetnie wyreżyserowane, wnoszą do filmu odpowiednią dawkę dramatu i patosu. W głowie widza rodzi się nieoczywiste pytanie: kto zasługuje na potępienie – Michael Myers czy społeczeństwo, w którym żyjemy? Na myśl nasuwa się też cytat Nietzschego: „Ten, który z potworami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich”. W kontekście filmu pasuje jak ulał.

Halloween zabija Recenzja – slasher idealny

„Halloween zabija” to film kręcony wbrew oczekiwaniom: idealnie oddający współczesny zeitgeist, uderzający w lęki trapiące Amerykanów. O pułapkach moralności, samozwańczych siłach porządkowych, współczesnych samosądach. O tworzeniu własnego prawa i systemie ochrony obywatelskiej, który sromotnie nawalił. Twórcy krytykują publiczny lincz i zjawisko kolektywnego myślenia – nie są w tej krytyce ani trochę subtelni. Film jest jednak aktualny i świeży, skłania do refleksji. Narracyjnie może nie jest tak skondensowany, jak „Halloween” z 2018, ale jego przekaz długo będzie rezonował widzom w głowach.

To przy okazji świetny horror poświęcony istocie zła, które tkwi w każdym człowieku. W scenariuszu duży nacisk położono na obsesji Michaela dotyczącej jego domu rodzinnego oraz na chęci powrotu w to miejsce. Sceny, w których antybohater spogląda w okienną szybę i widzi własne odbicie, mają głębszy wymiar. Zgodnie z cytatem Nietzschego: im dłużej patrzymy w otchłań – w tym przypadku własnej potworności – tym większe ryzyko, że i ona znajdzie odbicie w nas samych.

Halloween zabija recenzja
Halloween zabija Recenzja filmu / Foto AZN: Universal, Miramax, Blumhouse, Trancas International

Nie wszystko udało się w filmie doskonale. Ciekawymi postaciami okazują się geje, którzy wykupili dom Myersów. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego twórcy poszli w kierunku archaicznego stereotypu, nazywając ich „Big John” i „Little John”. Równie dobrze mężczyźni mogliby zwracać się do siebie per Papa Bear i Mama Bear… Zaskoczeniem okazuje się też marketing: plakaty filmu akcentowały, że „Halloween zabija” to opowieść o wendecie Laurie Strode, jej córki i wnuczki, a finalnie bohaterki nie grają tu pierwszych skrzypiec. To jednak można ekipie Greena wybaczyć: zapowiedziano już, że nadchodzący „Halloween Ends” umieści Strode’ówny w samym centrum akcji.

„Halloween zabija” dowodzi, że slasher może mieć wszystko – dopracowany scenariusz, sensowny przekaz i mocnych bohaterów. Że poza krwawą jatką może okazać się też filmową medytacją nad motywacjami seryjnego zabójcy i ludzkimi odruchami. Film wygląda lepiej niż jego poprzednik z 2018 roku: wyróżniają go głębia i ziarnistość obrazu, kapitalne oświetlenie przestrzeni planu, imponująca praca kamery. W ciemnych korytarzach i na opuszczonych ulicach Haddonfield widz aż chce się zgubić. Przyjemnie słucha się też hipnotycznej ścieżki dźwiękowej z filmu – jej autor znajduje równowagę między czarującą nostalgią a współczesnymi trendami w muzyce.

Wisienką na torcie są easter eggi – w formie masek przypominających te z „Halloween: Sezonu czarownic” czy wprowadzonej na kilka sekund postaci doktora Loomisa. Po seansie filmu usłyszałem, że „trzeba być socjopatą”, żeby mu przyklasnąć. Możliwe. Przypomnę tylko słowa Normana Batesa z „Psychozy”: wszyscy bywamy szaleni.

"Halloween zabija"

"Halloween zabija"
8 10 0 1
Drapieżny horror pełen hardcorowej przemocy i kreatywnych scen uśmierceń. To jednak więcej niż krwawe kino grozy. Film kręcono wbrew oczekiwaniom: idealnie oddaje on współczesny zeitgeist, uderza w lęki trapiące Amerykanów. Opowiada o pułapkach moralności, współczesnych samosądach i tworzeniu własnego prawa. „Halloween zabija” to piękna oda do slashera. Michael Myers jest w niej beznamiętny, dziki i absolutnie przerażający.
Drapieżny horror pełen hardcorowej przemocy i kreatywnych scen uśmierceń. To jednak więcej niż krwawe kino grozy. Film kręcono wbrew oczekiwaniom: idealnie oddaje on współczesny zeitgeist, uderza w lęki trapiące Amerykanów. Opowiada o pułapkach moralności, współczesnych samosądach i tworzeniu własnego prawa. „Halloween zabija” to piękna oda do slashera. Michael Myers jest w niej beznamiętny, dziki i absolutnie przerażający.
8/10
Total Score
Poprzedni
Section Eight Scott Adkins

Dolph Lundgren i Scott Adkins w filmie akcji o linczu, zemście i walce

Następny
Rodzina Addamsów 2 premiera

"Rodzina Addamsów 2" - piątkowa premiera w kinach. Gomez, Mortycja i dzieciaki na (upiornych) wakacjach

Sprawdź także
Total
30
Share